Okropne doświadczenie. Pomogłoby, gdyby lekarze słuchali tego, czego pacjenci chcą i potrzebują, zamiast naciskać na zabiegi, których pacjenci nie chcą ani nie potrzebują, tylko po to, by łatwo zarobić. Jeśli mówię lekarzowi, że chcę 15 jednostek botoksu, bo zawsze tyle dostaję, to chciałabym otrzymać 15 jednostek, a nie 30. Pierwszy raz w życiu wyszłam w trakcie konsultacji. A „konsultacja” to złe określenie, ponieważ ten lekarz rzucił na mnie okiem zza biurka i kazał pielęgniarce przygotować 30 jednostek – po tym, jak powiedziałam mu, że chcę tylko ostrzyknąć lwią zmarszczkę i że dla moich mięśni 15 jednostek to aż nadto. Dziękuję bardzo, ale nie chcę, żeby wbijał mi igłę gdziekolwiek indziej na twarzy tylko po to, by sprzedać swoje 30 jednostek. Bardzo się cieszę, że wyszłam, bo przy takim podejściu – zaczął przewracać oczami i mruczeć, gdy powiedziałam, że nie chcę ostrzykiwać poziomych zmarszczek – kto wie, co mógłby zrobić. Unikać, unikać, unikać.