Doktor Walton był kimś, komu ufałam przez lata… dopóki coś nie poszło nie tak. Wykonał u mnie zabieg na twarzy, a rezultaty nie były dobre. Jedna strona twarzy wyszła świetnie, po drugiej stronie pozostał zdeformowany efekt z wgłębieniami i marszczeniami; wyglądało to tak, jakbym miała wypadek i została z okropnymi bliznami. Kontaktowałam się z doktorem Waltonem około 10 razy, otrzymując znikomą odpowiedź lub żadnej. W jednej odpowiedzi wspomniał, że nigdy nie widział czegoś takiego, że zrobił co w jego mocy, nie ma gwarancji i nie jest w stanie zaoferować rozwiązania. Był defensywny i chłodny. Moja samoocena spadła do zera i wpadłam w poważną depresję, o czym wielokrotnie pisałam do doktora Waltona, znów bez odpowiedzi. Kilku chirurgów plastycznych mnie zbadało i zgodziło się, że wynik nie jest dobry. Po ponad 50 latach pracy jako chirurg plastyczny powinien wiedzieć, jak naprawić własną pracę. Odbiło się to ogromnym piętnem na moim życiu i pewności siebie. Po tak wielu bez odpowiedzi e-mailach i telefonach zdecydowałam się spróbować naprawić prawą stronę twarzy. Wydałam prawie 20 tys. dolarów na przeszczepy tłuszczu, korekcję blizn i około 10 tys. dolarów na wypełniacze, tylko po to, by prawa strona twarzy pasowała do lewej. Jestem ogromnie rozczarowana. Nic nie tracił, pomagając mi. Zamiast być miłym i nastawionym na rozwiązanie, po prostu zostawił mnie samą sobie. Dzięki pomocy kilku chirurgów plastycznych w Nowym Jorku i Miami udało mi się uzyskać w miarę równy wynik. Najprawdopodobniej będę potrzebować więcej przeszczepów tłuszczu i wypełniaczy. W określonym świetle widać, że kontury prawej strony mojej twarzy nie są tak miękkie i naturalne jak lewej. Bardzo trudno było przez to przejść. Oszczędzałam i byłam tak podekscytowana tym zabiegiem. Wydałam na korektę jednej strony twarzy tyle samo, co kosztowała cała pierwotna operacja. Wybieraj mądrze.