Jedna gwiazdka to i tak hojnie. Skontaktowałem się z tą kliniką w pilnej sprawie — bolesna dziura w zębie trzonowym wymagała natychmiastowej uwagi. Podczas pierwszej wizyty okazało się, że ząb po przeciwnej stronie również wymaga leczenia. W porządku — umówiłem się na kolejną wizytę, żeby załatwić obie plomby. Początkowo wszystko wydawało się w porządku… dopóki plomba w zębie, z którym przyszedłem pierwotnie, całkowicie nie wypadła. Nie jest to idealne, ale zdarza się. Zadzwoniłem i zapisali mnie ponownie, co doceniam — chociaż wygospodarowanie czasu z napiętego grafiku, żeby leżeć bez ruchu przez kolejną godzinę, nie było zbyt wygodne. A potem sprawy potoczyły się z górki. Bardzo szybko. Dentystka (chyba pani Chang) wyraźnie się spieszyła i wydawała się bardziej skupiona na zakończeniu wizyty niż na faktycznej pomocy. Próbowała nawet przeprowadzić zabieg bez znieczulenia, mimo że miejsce było wyraźnie wrażliwe i bolesne. Kiedy drgnąłem, niechętnie podała znieczulenie, a na koniec powiedziała, że „zrobiła co mogła” i że „lepiej się nie dało”. Spoiler: dało się. Dziura, z którą przyszedłem? Nadal tam jest. Nadal boli. Wyszedłem z większym dyskomfortem niż przyszedłem, 300 funtów w plecy i godziny zmarnowanego czasu. Jeśli to jest uważane za ich najlepszą pracę, naprawdę boję się pomyśleć, jak wygląda ich najgorsza. A kiedy myślisz, że nie może być gorzej… wchodzi recepcjonistka. Starsza blondynka o imieniu Karen (tak, poważnie), która wnosi zupełnie nowy poziom chamstwa do tej roli. Pasywno-agresywna, opryskliwa i po prostu nieprzyjemna — fatalne pierwsze i ostatnie wrażenie dla każdej firmy. Podsumowując: jeśli chcesz wydać setki funtów, zmarnować godziny i wyjść z bólem — a wszystko to przy zerowej opiece i recepcjonistce 'Karen' — to gratulacje, masz zwycięzcę!