Umówiłam się na konsultację dla moich dwóch 3,5-letnich córek, przyszłyśmy wcześniej, dano mi formularz zgody na użycie znieczulenia. Byłam już zaniepokojona tym, że formularz nie został wypełniony przez lekarza, czyli składam podpis, a potem lekarz może tam wpisać cokolwiek — to wskazuje, że klinika chce chronić się przed skargami i konsekwencjami prawnymi, a nie myśli o pacjencie, ponieważ w zgodzie nie ma zapisu o przeprowadzeniu testów alergicznych, a jest to ważne, jeśli zamierzasz leczyć małe dzieci, których reakcja na znieczulenie może być nieprzewidywalna. To po pierwsze. Po drugie, czekaliśmy na konsultację 30 minut, przepraszam, ale czym w takim razie ta klinika różni się od państwowej, jeśli możliwe są takie opóźnienia i dlaczego lekarz, zdając sobie sprawę, że nie zdąży przyjąć poprzedniego pacjenta, nie poprosił administratora o ostrzeżenie nas, że będzie opóźnienie, to wasza reputacja! Po trzecie, nikt nie przeprosił ani nie wyjaśnił 30-minutowego oczekiwania, konsultacja trwała maksymalnie 1 minutę i powiedziano, że na leczenie trzeba umówić się na kolejną wizytę. Na moje niezadowolenie z powodu 30-minutowego czekania i pytanie, czy można nas przyjąć teraz, lekarz wydawał się gotowy się zgodzić, ale byłam już oburzona takim podejściem, więc wyszłyśmy i nigdy nie wrócimy do tej kliniki. Osobiście też kiedyś zgłosiłam się w sprawie odbudowy zęba i lekarz nie potrafił zrobić dokładnego zdjęcia rentgenowskiego i powiedziała, że kanały trzeba leczyć ponownie, poszłam do innej kliniki, zrobiono mi zdjęcie i nic nie trzeba było leczyć, a ząb odbudowano na miejscu bez żadnych problemów. Wtedy pomyślałam, że po prostu miałam pecha. W przypadku moich córek czytałam pozytywne opinie o stomatologii dziecięcej, ale w praktyce — zmarnowany czas i oburzenie.