Leczę się w Astra Dent od 2019 roku. W 2021 roku założono mi aparat ortodontyczny, wszystko było mniej więcej w porządku. Po wybuchu pełnoskalowej wojny mój lekarz odszedł, ale znaleźli innego. Z aparatem chodziłam normalnie, regularnie, nie wyprostowali ich do końca, ale trudno, może to już było niemożliwe. W 2024 roku aparat zdjęto, ale nikt nie wspomniał, że siódemki (zęby, które wyrosły rok wcześniej i nie były podłączone do systemu) również wymagają korekty, bo psuły zgryz. Zostawiono je tak, jak wyrosły, całkowicie krzywe. Ponadto, jeszcze podczas noszenia aparatu, zaczęłam mieć problemy z zębami, prosiłam lekarza o sprawdzenie, ale zapewniał, że wszystko jest w porządku. Bólu nie było, ale widziałam czarne plamy na dwóch zębach. Zrobiono mi korony na szóstki, pod którymi teraz też jest próchnica. W rezultacie, rok po zdjęciu aparatu, latem 2025 roku poszłam do kliniki Dobrobut, gdzie zrobiono wszystkie niezbędne zdjęcia i okazało się, że mam próchnicę, nie tylko w początkowym stadium i nie tylko na zębach, na które się skarżyłam, ale także na siódemkach i szóstkach. Teraz przechodzę leczenie, a za same 3 zęby po jednej stronie zapłaciłam 11 tysięcy. Można było tego uniknąć, chodziłam co miesiąc, gdy nosiłam aparat, nikt nie wspomniał o problemie ani gdy go miałam, ani gdy go zdejmowali. Nie wiem, dlaczego milczeli, może celowo chcieli doprowadzić do pogorszenia stanu, żeby potem wyciągnąć więcej pieniędzy. To nie jest tego warte. Zapłacić 20 tysięcy za aparat, 10 za zdjęcie, a potem długo leczyć. A po tym, jak w klinice na Swiatoszynie, gdzie się leczyłam, zmarło dziecko (nie wybudziło się po narkozie), zdecydowałam się zmienić klinikę.